28 kwietnia 2012

Miód z mniszka lekarskiego


Nie jest to prawdziwy miód , ale kolorem , konsystencją i właściwościami bardzo zbliżony do pszczelego. Ostatni rok był dla nas wyjątkowo obfity w przeziębienia (człowiek już się odzwyczaił od tak niskich temperatur ;-) , więc te kilka słoiczków , które zrobiłam dosyć szybko poszło. Dodam , że było to zrobione z dwóch porcji , bo z jednej nie wychodzi tego dużo. A tak poza tym , to straszna "dłubanina" z tymi kwiatkami , ale raz na rok można się poświęcić , żeby potem zimą sięgnąć po pyszny , zdrowy miodek na przeziębienie :-) Przepis pochodzi z tej strony.


Składniki:
- 250-300 główek kwiatostanu mniszka lekarskiego
- 2-3 całe cytryny
- 1 kg cukru
- 1/2 l wody

Kwiaty położyć na kilka minut na białym papierze, aby pozbyć się robaczków. Nie płukać kwiatów. Kwiaty namoczyć w zimnej wodzie na kilka godzin, potem gotować przez około 15  min. Dodać pokrojone na cząstki cytryny (wcześniej dokładnie umyte). Wywar odstawić z kwiatostanami i cytryną na 24 godziny. Po tym czasie wsypać cukier i gotować  (na bardzo małym płomieniu) 2 godziny do uzyskania gęstego syropu (ja gotowałam ok. 15 minut krócej). Gotowy miód przecedzić przez gazę i gorący przelać do słoików. Zakręcić i przewrócić do góry dnem.


Uwagi:
W przepisie nie było o tym mowy , ale  ja zawsze odcinam (nożyczkami) z kwiatków zielone "dupki". Podobno z nie odciętymi miodek wychodzi lekko gorzki.

10 komentarze:

Karmel-itka. pisze...

robiłam ten miód w zeszłym roku.
cudownie, że mi o nim przypomniałaś!
jutro pozbieram mniszka i też go zrobię.

Olciaky vel Olcik pisze...

znam ten miód- jest cudowny i mam jeszcze w swojej spiżarni jeden słoiczek:)
pozdrawiam ciepło!

MałyTipratikon pisze...

Robiłyśmy kiedyś taki z babcią, ale w celach leczniczych więc nazywałyśmy to syropem. Robiłyśmy też z sosny - super zapach choinki i lekki jej smak. :D Wszystko oczywiście na kaszel.
Niestety były to jej jednorazowe wymysły, teraz pewnie już nie ma tych przepisów. A szkoda, bo nawet do podjadania by się przydało ;)

evenka pisze...

Hmmm... syrop z sosny ? A jak go się robi ? ;-)

Dziękuję za komentarze i życzę zdrowia (sama akurat jestem zasmarkana , a taka piękna pogoda za oknem) :-)

Maggie pisze...

Podziwiam cierpliwosc :)

MałyTipratikon pisze...

Z sosny chyba tak samo jak ten z mlecza tyle, że zamiast kwiatów mlecza zbierało się młode albo te starsze końcówki z gałęzisosny (ich kwiatostany??) niestety nie pamiętam, ale wydaje mi się, że to są te starsze takie jakby z pyłkiem. Robiłyśmy to lata temu jak byłam mała, może miałam z 10 lat. Nazbierałyśmy całe siaty tego a potem to się właśnie tak gotowało z cukrem i wsio do słoików :)

evenka pisze...

Maggie , bywa z tym różnie , ale koniecznie chciałam spróbować tego miodku ;-)

MałyTipratikon , szkoda , że wiele z tych dawnych receptur naszych babć poszło w zapomnienie. Dobrze by było to spisywać i przekazywać dalej ;-)

Arvén pisze...

Razu pewnego, gdy miałam może z sześć lat, robiłyśmy z Mamą ten miód - u nas zwany syropem - i nieopatrznie zostawiłyśmy jeden ze słoików w gorącej wodzie po pasteryzowaniu (pełne słoiki zawsze jeszcze na chwilę wkładałyśmy do wrzątku) i miałyśmy potem piękną masę szkła zatopioną w bursztynowym miodzie :D

Ale tak sobie teraz przypomniałam ten zapach i tak myślę...ze zrobiłabym go raz jeszcze...

Jolanta Szyndlarewicz pisze...

oj a u nas cała łąka pełna kwiecia:) i to jak zdrowego bo w zeszłym roku dokarmionego przez koński nawóz:) może się skuszę:)

evenka pisze...

Arven , widzę , że przepis znany Ci jest od dawna. A ja zaledwie 2-3 lata temu pierwszy raz o nim usłyszałam.

Jolanto , koński nawóz to chyba raczej na pieczarki dobrze działa ;-))

Prześlij komentarz